Witam serdecznie! Informację o moim wykształceniu, a więc uzasadnienie mojego świadczenia „usług edukacyjnych w zakresie kultury i sztuki w tym malarstwa” można znaleźć najszybciej na podstronie kwalifikacje, natomiast dane dotyczące mojej działalności gospodarczej można przeczytać na przykład na podstronie oferta.

Sprzeciw wobec przemocy społecznej

Zacznę może od czegokolwiek, ponieważ ten temat jest zawsze trudno zacząć, a od czegoś trzeba:

Perfekcjonizmu się nie hołubi, perfekcjonizm się... wyrzuca i to jest dobra wiadomość.

***

Udawanie, że się nie rozumie, że ktoś żartuje (nie każdy jest komikiem, więc nie zawsze żart się udaje, ale żart zawsze jest darem dla i żartującego czyni na chwilę bezbronnym; to taka odmiana miłości; nie piszę tu o draństwie tylko o prawdziwym poczuciu humoru, różnym u każdego i nadającym się do formowania) i przytaczanie czyichś żartów na „dowód” tego kogoś złej woli chyba jest jakąś formą przemocy społecznej, więc ja się temu sprzeciwiam.

***

„Tym co nas wynosi w świecie stworzenia i uszlachetnia, jest zdolność myślenia, czyli rozum” (Leon XIII, encyklika Rerum novarum, Wrocław 1996, s.7). Nie mamy nie myśleć. Nie mamy też pozwolić, aby to emocje, uczucia zaczęły nami rządzić, choć są one człowiekowi też prawie niezbędne. Podkreślenie ważności rozumu w człowieczeństwie nie oznacza negacji uczuć. To bardzo ważne. Nie wiem skąd się wzięła ta wada myślenia, która sprawia, że aprobata czegoś nasuwa czasem prawie natychmiastowe przypuszczenie o dezaprobacie czegoś innego. Przecież jeśli nie ma wyraźnych sygnałów, że tak jest, nie ma powodu tak myśleć. Przykład 1: To jest ten mechanizm, który ujawnia się dość dobrze w sytuacji, kiedy starsze dziecko czuje się niekochane tylko dlatego, że jego rodzice oczekują kolejnego maleństwa. Przecież to absurd. Przecież to starsze dziecko też powinno oczekiwać tego maleństwa i to oczekiwanie powinno być wspólnym rodzinnym szczęściem. Przykład 2: stoją dwie osoby przed drzwiami. Jeśli ktoś mówi do jednej z nich "wejdź", to nie znaczy, że w tym zaproszeniu zawiera wiadomość dla drugiej: "a ty odejdź". To jest trudne? Tak, to jest trudne, ale tak się może czasem zdarzyć. Chcę powiedzieć, że to nie jest natychmiastowo oczywiste, że to znaczy "odejdź", może znaczyć "poczekaj", albo: "20 lat cię nie widziałam!", czyli tak się zaaferowałam tym odkryciem, że zwyczajnie jeszcze nie zauważyłam, że ktoś jest z tobą. Reakcja w typie natychmiastowego odejścia, zanim nastąpi wyjaśnienie, czyli np. "a ty czemu nie wchodzisz?, przecież 'podróżnych w dom przyjąć'" może się wziąć z jakiegoś rodzaju "zaprogramowania"; chyba, że chodzi o Ukochanego, a drugi to konkurencja i to jest wiadome. W każdym razie co chcę powiedzieć? No, że aprobata rozumu nie oznacza negacji uczuć. Na drabinie godności ludzkiej pokonanie tego typu przemocy, które musi się dokonać w sercu, można wzmocnić prawem do serdeczności.

***

Człowiek nie jest winny żadnego swojego wieku: ani wieku poczęcia, ani wieku kilku lat, ani wieku dojrzewania, ani wieku dorosłości, ani wieku dojrzałości, ani tym bardziej wieku starości. Każdy wiek trzeba co najmniej szanować, a wypadałoby kochać. Każdy wiek człowieka, pośród trudności, a nawet utrapień, niesie określone dobro, które jeśli zostanie odnalezione, okaże się bogactwem pomnażającym szczęście.

***

Żyjemy z pewnością w innych czasach niż św. Teresa od Jezusa, której jubileusz 500-lecia urodzin teraz obchodzimy (2014/2015). Kiedyś trzeba się było bronić przed pochlebstwem, teraz kto żyw broni się przed oszczerstwem. Jak ktoś spróbuje wziąć na siebie więcej winy niż miał faktycznie, to zaraz się znajdą ci, którzy zrobią wszystko, żeby mu ten nadmiar przytrzymać. Na to nieszczęście polecam drabinę ludzkich standardów, a na niej standardy w obyczajach.

***

Przemocą z obłudnie użytej siły autorytetu i z obłudnie użytej siły intelektu jest wmawianie osobie, która się zwierzyła, np. jakiemuś jakby psychologowi lub jakby psychoterapeucie w relacjach prywatnych, że korzystała kiedykolwiek w swoim życiu z psychoterapii, iż jest niedojrzała, a dowodem na to jest fakt tego skorzystania, a jak nie to, bo może faktycznie coś terapia pomogła to w takim razie to, że o tym mówi. Po co jest taka przemoc? A po to, żeby podsunąć własną ofertę lub tego komu się załatwia następnych "niedojrzałych", którzy zapragnęli być dojrzałymi.

***

Jeśli od miesięcy nie chce Ci się czytać, najprawdopodobniej jesteś ofiarą, czyli osobą poszkodowaną czegoś co nazwę tu "bombardowaniem" obrazem. To, czy faktycznie tak jest, da się sprawdzić. Najpierw trzeba się przyjrzeć temu wrażeniu "nie chce mi się czytać", a potem podjąć wysiłek i spróbować je przełamać, ale na tekstach, które nie niosą treści uszkadzających, czyli nie są przeciw życiu. Polecam książki z imprimatur, czyli książki po cenzurze Kościelnej, nawet mój Koszyk gramolków. Wtedy, jeśli się okaże, że trudności są przeogromne można domniemywać, że to nie jest "nie chce mi się" w sensie lenistwa, tylko obrona przed kolejną porcją przemocy, która blokując zdolność zarówno czytania, jak i czytania ze zrozumieniem w jakiś stopniu się utrwaliła i "działa" nawet wobec tekstów, które niosą wartości zgodne z prawem naturalnym. Na dobrych tekstach, czyli właśnie tych po cenzurze Kościelnej, tę niechęć do czytania da się zauważyć i "rozćwiczyć". Zazwyczaj przerażenie sprawia, że patrzysz na obrazy przemocy i nie możesz się od nich oderwać, a nie upodobanie w nich. To chyba jest to, co psychologia nazywa "współuzależnieniem". Chęć niesienia pomocy ofiarom bez przerażenia sprawia, że też patrzysz na obrazy przemocy, ale możesz się od nich oderwać.

***

Przytłumione przerażenie najprawdopodobniej sprawia nie tylko problemy przy malowaniu obrazów, ale też w utrzymaniu systematyczności w modlitwie. Dobrzy malarze są dlatego dobrzy, że umieją się wydostawać z różnych przytłumionych przerażeń. Przynajmniej na czas pracy przy obrazie. Nie przytłumiają przerażeń, ale się z nimi mierzą, ale w malarstwie nie chodzi o mierzenie się z przerażeniami, natomiast na pewno chodzi i zmieszczenie się w jakiś standardach kulturowych.

***

Niedawno (dziś mamy 10 grudnia 2014 roku) usłyszałam przypadkiem na Radio Maryja bardzo ważne słowa Św. Jana Pawła II, ale nie jestem w stanie ich zacytować, choć pamiętam ich sens i to chciałabym tu napisać: Chodzi o wyjaśnienie na czym polegała pokusa w raju. Znać dobro i zło Ojciec Święty tłumaczy jako stanowić o tym co jest dobre, a co złe. To wyjaśnienie na pewno jest bardzo potrzebne, ponieważ "znać" najprościej rozumie się w j. polskim jako "wiedzieć", a dopiero "stanowić" – jako "ustalać". Czyli można, a nawet trzeba wiedzieć, co jest dobre, a co złe, ale nie wolno tego zmieniać. Prawda o tym, że nie można targać się na życie ludzkie na żadnym jego odcinku, nie wzięła się z ustaleń, ale z odkryć.

***

Młoda, piękna i zadbana matka karmiąca z czułością swoje maleństwo piersią w przestrzeni publicznej jest obrazem prawdziwej miłości macierzyńskiej. Cudowny temat malarski i na pewno nie zgorszenie. Starsza matka karmiąca swoje dziecko piersią też nie jest zgorszeniem, ponieważ także jest obrazem miłości macierzyńskiej, a dodatkowo nadzieją na późne macierzyństwo dla kobiet, które już nie mają 35 lat. W naszych czasach udaje się szczęśliwie rodzić nawet kobietom po czterdziestce. To dobrodziejstwo, które jest pro-life.

***

Temat, który mnie nurtuje: mówienie jest kobiety naturą, cechą czy wadą? Milczenie jest mężczyzny naturą, cechą czy wadą? Bo słuchanie, zarówno u kobiet jak i u mężczyzn, jest kulturą lub – mówiąc dokładniej – kulturalną umiejętnością. Bo jeśli mówienie jest kobiety naturą, to kobieta dużo mówiąca nie jest kobietą, która nad sobą pracuje. Jeśli jest cechą, to z cechą można się zastanowić co zrobić (zostawić, zmienić, uszlachetnić), a jeśli wadą, to wiadomo – szkodzi. Podobnie byłoby z milczeniem. Mówi się, że łaska buduje na naturze. Czy to może oznaczać, że kobieta, która dużo milczy doświadczyła jakiejś formy przemocy? Czy wolno nie wziąć pod uwagę faktu, że taka kobieta modli się i w modlitwie realizuje potrzebę mówienia? A co w sytuacji, kiedy kobieta potrzebuje rozmowy i prosi o nią? Na pewno wolno odmówić? A jeśli tej kobiecie już dużo osób odmówiło, powiedzmy 100 osób, co się z taką kobietą według natury powinno dziać? To nie są pytania ukierunkowujące na jedną jedyną słuszną odpowiedź. To są pytania o relacje, które są podmiotowe.

***

Podobno osoby, które cierpią na duży astygmatyzm mają duże problemy z odczytaniem wzrokowo odległości. Wiem to od osoby, która mi powiedziała, że ma taki astygmatyzm, ale czy na pewno takie są jego objawy nie wiem. Żeby wiedzieć na pewno, musiałabym sprawdzić wyniki badań naukowych na ten temat lub nawet sprawdzić nie tylko wyniki, ale osobiście powtórzyć same badania. Tyle jest wiary w nas i wokół nas.

***

Ważne jest to, aby umieć rozróżnić co potrzebuje dowodów, a  co - wiary. Nauka, ale rozumiana nie jako edukacja tylko właśnie jako nauka, potrzebuje dowodów. Na dodatek łatwodostępnych dla kolejnych naukowców.

***

O prawie naturalnym w Katechizmie Kościoła Katolickiego znalazłam m. in. takie informacje: „Dziesięć przykazań należy do Objawienia Bożego. Pouczają nas one zarazem o prawdziwym człowieczeństwie człowieka. Podkreślają główne obowiązki, a więc pośrednio także podstawowe prawa, właściwe naturze osoby ludzkiej. Dekalog zawiera bardzo jasne wyrażenie prawa naturalnego (...). Przykazania Dekalogu, chociaż dostępne dla samego rozumu, zostały objawione. Grzeszna ludzkość potrzebowała tego objawienia, aby osiągnąć pełne i pewne poznanie wymagań prawa naturalnego” (Katechizm Kościoła Katolickiego, Poznań 2002, s. 487). Jeśli zatem wierzymy, że Bóg jest Miłością, to chyba rozumny jest wniosek, że to co mamy podane w Dekalogu jest drogą do szczęścia, a idąc od strony rozumu można stwierdzić coś takiego: jeśli z rozumu można dojść do odkrycia prawa naturalnego, a więc do odkrycia prawa wyrażonego w Dekalogu, to nie uszczęśliwia człowieka ani niereligijność, ani religijność bałwochwalcza, ani nieszanowanie rodziców, ani zabijanie nienarodzonych (tu bym dodała, że oprócz tego co już wiadomo, także tożsamości płciowej i niewinności dzieci, i naturalnego wstydu, no i oczywiście kultury), ani cudzołóstwo, ani okradanie, ani kłamstwo, ani pożądanie rzeczy lub osoby będącej cudzą własnością.

***

„Podmiot w funkcji przedmiotu, to bierny adresat miłości. W tym sensie człowiek jest też przedmiotem. Może być nawet całkowicie biernym odbiorcą Bożej miłości (doświadczenie mistyczne). Dzieci mogą, a nawet muszą być traktowane przedmiotowo, bo mają być kochane i dobrze wychowane. To jest jednak wychowywanie małego, rozwijającego się człowieka do podmiotowości, bo umiejętność budowania podmiotowych relacji jest człowiekowi niezbędna do zaowocowania w dorosłości dojrzałością. Obszar pomyłek w rozumieniu pojęć 'podmiot' i 'przedmiot' prawdopodobnie dotyczy skrótów myślowych z różnych definicji wprowadzonych do współczesnej mentalności. (...) Negatywne rozumienie pojęcia 'przedmiot' dotyczy wszelkich relacyjnych nadużyć, czyli przemocy. Ale warto pamiętać, że cierpienie ofiary jej nie uprzedmiotawia, chociaż ona sama może bardzo głęboko przeżywać uraz związany z doświadczeniem zła przychodzącego z zewnątrz. Może też odczuwać złość. Wtedy trzeba pamiętać, że to jest obszar odczuć i emocji, choć niekiedy bardzo silnych, ale jednak tylko emocji. Emocje nie są grzechem. Grzeszne są natomiast niektóre czyny. Bóg pomaga, pragnącemu nawrócenia grzesznikowi, stawać się lepszym. Trzeba się powierzać Jego miłosiernej Opiece. I opiece Matki Bożej” (Renata Kucharska, Zachowałam czujność? Emaus współczesny o wychodzeniu ze światopoglądu... lastryko, czyli z grubsza... 'New Age', Kraków 2013, s. 128-130).

***

Przemocy nie da się zrozumieć intelektem, a mądrość jest jej zupełnie obca. Przemoc to nawet nie jest umiejętność, ponieważ tam jej właśnie brakuje. Ofiarom przemocy pozostaje męstwo i nadzieja na ratunek, który może się zacząć nawet mimowolnie i nawet nie na temat usłyszaną dobrą radą. Po czym poznać, że już się jest odrobinę ratowanym? Po tym, że wraca lub polepsza się rozum, a dobrze i regularnie używany rozum przecież przyjaźni się z mądrością.