malarstwo i Ty - sztuka z bliska

®

Witam serdecznie! Informację o moim wykształceniu, a więc uzasadnienie mojego świadczenia „usług edukacyjnych w zakresie kultury i sztuki w tym malarstwa” można znaleźć najszybciej na podstronie kwalifikacje, natomiast dane dotyczące mojej działalności gospodarczej można przeczytać na przykład na podstronie oferta.

Flaga Szwecji Flaga Francji Flaga Polski

Rozmaitości: Rozumiem to tak, a Ty?Rozmaitości: nasze eko

O mistyce

Mistyka, jak dobre malarstwo, nie bierze się z uszkodzeń, jak to niektórzy próbują mówić, ale jej spora ilość pochodzi z tęsknoty za Panem Bogiem. Proszę zobaczyć jak wielu było mistyków w czasach, kiedy nie było możliwości przystępowania codziennie do Komunii świętej. Ale jeśli ktoś kogoś dręczy i dokłada mu cierpień po to, żeby z niego był lepszy mistyk, to nie wie co robi. Dzieje się dokładnie odwrotnie: mistyk się wtedy kończy i w najlepszym razie pozostają resztki z mistyka (np. jakieś odrobiny tekstów). I bardzo dobrze. Nie należy się dręczycielom ta prawda ile piękna jest w mistyce, która wie, że tęskni za Bogiem. Teraz mistyka „daje znać o sobie” także pośród ofiar, które podjęły prawdziwą pracę nad sobą. Tylko, że często dotyka osób, które - jako ofiary (osoby poszkodowane) - jakoś zapomniały o Panu Bogu. Te osoby cierpią głód Boga, ale umieją rozpoznać tylko mistykę, ale to jest coś co się określa jako „pseudomistykę” (same doznania, bez relacji miłości do Miłości i bez posługiwania potrzebującym). O tych, którzy mistykę rozpoznają jako psychozę strach się rozpisywać. Można rozpoznać jako depresję, ale i to jest nietrafione w sytuacji, kiedy człowiek przychodzi do psychiatry w zadanej przez duchowego kierownika skrusze, a lekarz rozpoznaje to jako patologiczne poczucie grzeszności do leczenia farmakologicznego. Taki człowiek „chodzi sobie w skrusze” z decyzji wolnej woli, bo chce pracować nad sobą, a nie dlatego, że musi. Tylko trzeba mu dać to powiedzieć, a nie od razu wypisywać recepty na psychotropy. Jak będzie chciał chodzić w radości Bożej, to się będzie cieszył. Wiem, wtedy będzie podejrzany o euforię, a że przedtem chodził w skrusze, a teraz w radości Bożej i to z posłuszeństwa zaleceniom duchowego kierownika, tego już nie ma jak powiedzieć to nieszczęście Boże, bo diagnozą oberwał wcześniej: psychoza dwubiegunowa, czy coś w tym stylu, dokładnie nie wiem, a to tylko mistyk. Pozostaje zagadką coś innego: kto tak porobił w głowie mistyka, że w ogóle poszedł do psychiatry? Chyba, że poszedł „pseudomistyk”. To wtedy dobrze, że poszedł? R.K.

***

Przejmujące jest odkrycie, a możliwe, że Pan Bóg stworzył człowieka nie jako „przydasia”, ale jako potrzebnego. Każdy człowiek jest Panu Bogu potrzebny. Tu nie ma zbytku; Boża hojność jest troszkę „dalej”. Dlaczego w takim razie nam się czasem potrafi wydawać inaczej? Ponieważ ta potrzebność może się okazać widoczna nie u początku drogi nawrócenia, ale dopiero na jakimś następnym jej etapie. Np. po nocy ciemnej zmysłów. Jako rodzaj ulgi w cierpieniu i umocnienia na dalszą drogę.

***

Cierpienia na tej ziemi jest pod dostatkiem. Wystarczy się rozejrzeć. Absurdem jest uruchamianie jakiejkolwiek produkcji cierpienia. Jego ma być mniej, bo uszczęśliwia szczęśliwa miłość. Św. Ojciec Pio nie jest jedynym w Kościele człowiekiem, który to zrozumiał. Człowiek, który cierpi, cierpi i cierpi w końcu zajmuje się już tylko swoim cierpieniem, a nie tym czym by się zajmował gdyby cierpiał mniej, czyli nie twórczością, nie pracą, nawet nie modlitwą, bo jak cierpienie okazuje się przeogromne to tylko boli. Jak cierpienia jest za dużo, to nie jest zrobione ani to, ani to, ani to, ani to, ani to itd.

***

Czyż nie jest właśnie tak, że modlitwa wstawiennicza jest niczym więcej, tylko odpowiedzią na Boże pytanie, mówieniem Panu Bogu „zależy mi na nim”, „zależy mi na niej”, z czasem cicho dodanym „nie wiedziałam/nie wiedziałem, że w ogóle lub, że tak bardzo”, z błagalną prośbą „nie zabieraj”?

***

Modlitwa odpocznienia dla ubogich jest najprawdopodobniej tym, co się pojawia np. podczas modlitwy różańcem, a wynika z przezwyciężenia modlitewnym czuwaniem senności i nie jest już trudem. Kiedy piszę o takich sprawach jest mi o tyle trudniej niż osobom modlącym się bez pokomplikowanej przeszłości, że muszę od razu zwalczać pokusę, aby nie napisać jak to wygląda na jodze (odczuwam ciążenie w tamtym kierunku także w takich chwilach jak ta). To jest naprawdę niepotrzebne (wszystkie środki potrzebne do duchowego wzrostu są w Kościele katolickim nie tylko dostępne, ale też na bardzo wysokim, a nawet - może tu trzeba zrobić wyjątek i wypowiedzieć oczywistość - na najwyższym poziomie). Ale faktem jest, że czasem porównuję ascezy, bo czasem wiem co jest do porównania. Od pewnego czasu mam wrażenie, że moje zdecydowane odejście od ćwiczenia asan, pozwala mi tę część mojej przeszłości przeżywać jako... podróż do Indii. Ale, z której nie wiem czy na pewno wróciłam. Sari, a dokładniej habit zainspirowany sari, które noszą Siostry Miłosierdzia nadal bardzo mi się podobają, a dziś (29 czerwca 2015 roku) widziałam taką siostrę.

***

Dawno, dawno temu interesowałam się nie tylko psychoterapią, ale też psychiatrią (dziś jest 7 września 2015 roku). Stąd wiem, że na 100% nie każda choroba psychiczna to schizofrenia. Osoby, które korzystają z leczenia psychiatrycznego to czasem osoby, które załamały się po śmierci kogoś bliskiego i nie mogą przestać za tym kimś płakać. Nie mogą w takim stopniu, że to im utrudnia na przykład znalezienie w sobie codziennej chęci do zjedzenia czegokolwiek, więc grozi im śmierć głodowa. Innym rodzajem choroby psychicznej jest stan po jakiejś traumie, np. po gwałcie lub po biciu, który polega na tym, że w ten sposób uszkodzona pamięć na okrągło przywołuje traumatyczny obraz, choć trauma wydarzyła się mnóstwo lat temu (na moje wyczucie w tych przypadkach nie jest uszkodzona wyobraźnia, ale właśnie pamięć). W sytuacji kiedy nie ma zachorowania, po traumie pojawia się uraz, który daje podobne objawy, ale one dość szybko mijają (jak siniak na ciele: widać, boli, a za jakiś czas znika bez śladu). Urazu nie należy mylić z urazą, czyli z jakąś świadomą i dobrowolną decyzją podjęcia absurdu gniewania się na kogoś na wiele lat, kto już dawno przeprosił. Wydaje mi się, że jakimś rodzajem choroby psychicznej jest też irracjonalna postawa wystawiania się na kolejne uderzenia, jeśli można tego uniknąć. Jeśli mąż bije żonę lub dziecko, to przejawem zdrowia matki jest poszukanie przez nią miejsca w jakimś schronisku dla ofiar przemocy. Zupełnie czym innym niż choroba psychiczna jest mniejsza inteligencja. Ale nawet to nie jest życiową tragedią, ponieważ ten brak z powodzeniem można nadrabiać regularnie podejmowanym wysiłkiem uczenia się i pracowitością. A jeszcze lepiej prostymi dobrymi uczynkami. Dlaczego jednak piszę o tym na podstronie o mistyce? Ponieważ z mistyką to mało co wiadomo (taka jest jej natura). Może mistyka nie przebiera i się nie przejmuje czy ktoś chory czy zdrowy? Może dopada zdrowych i czyni ich chorymi? A może chorych i ich jakoś tam uzdrawia? No nie wiadomo jak to jest z tą mistyką. Ale za to wiadomo jak jest z pseudomistyką. Pseudomistyk powinien się... nawrócić.

***

Słabość ludzka, np. wynikająca z braku czasu, jest błogosławionym przestrzenią mocy Bożej. Tylko trzeba Panu Bogu powiedzieć prawdziwe tak. Bez tego "tak" dosłownie nic się nie wydarzy, choć może będzie się dużo "wydarzać". Jeśli się zgadzamy na wolę Bożą to też może się nic nie wydarzać nawet przez kilka lat, ale może się też wydarzyć coś natychmiast, np. jakieś nagłe zrozumienie prawdy, o której nie mieliśmy pojęcia. Takie zrozumienie, że potem nie sposób nie widzieć rzeczywistości inaczej. Czasem chodzi o "tylko" takie wydarzenia: zdania, a nawet słowa, które przez wiele lat słyszeliśmy, a które w końcu uznaliśmy za slogan, nagle okazują się znów pełne ożywczego sensu. Jakby do zdrętwiałej części serca znów zaczęło dochodzić życie.

Krótki utwór tekstowy:

O! „Kocham” Kraków, bo to nie grzech.

Krótka obrona magistrów sztuki:

Nie jest prawdą, że dobrzy malarze są dlatego dobrzy, że są pouszkadzani. To paskudne pomówienie. Niestety spotkałam się z tego typu zdaniem na temat twórców. Dlatego oburzona, oświadczam: żeby malować profesjonalnie trzeba mieć silne nerwy i bardzo dobry kontakt z własnymi emocjami. Kto nie ma, nie powinien się brać za ten zawód. Tzw. terapia sztuką to coś zupełnie innego. Zaświadczenie niech będzie potwierdzeniem, że byłam sprawdzić.

Krótka podpowiedź jak się regenerować, kiedy się maluje profesjonalnie:

Od czasu do czasu zaaplikować sobie szybkie chodzenie; od czasu do czasu wypić lampkę dobrego wina (dot. osób nieuzależnionych); od czasu do czasu dobrze się wyspać; od czasu do czasu zająć się rozumieniem tekstu, a nie obrazu; od czasu do czasu zrobić sobie opuszkami palców automasaż głowy.

Krótka aprobata dla malarzy malujących amatorsko:

Malarstwo malarzy amatorów jest mało świadome, ponieważ świadomość tego co się robi na podobraziu uzyskuje się w drodze przynajmniej kilkuletniego kształcenia akademickiego, ale niekoniecznie musi malarzowi zależeć na tej świadomości, więc można z całą pewnością wybrać dla siebie malarstwo amatorskie i może to być jak najbardziej świadomy wybór, a nie jakaś życiowa porażka. Malarze amatorzy mogą z powodzeniem sprzedawać swoje prace, ponieważ ich malarstwo jest łatwiejsze w odbiorze. Pozostają jednak w pewnego rodzaju ciemności twórczej, której nie mają malarze profesjonalni.

Krótki utwór tekstowy:

Nawrócenie to życie i zwycięstwo miłości, a drogą do tego zwycięstwa - miłosierdzie. Prawda, że prawda?

21 grudnia 2014 r.

© malarstwo i Ty Renata Kucharska, 2010-2015.