malarstwo i Ty - sztuka z bliska

®

Witam serdecznie! Informację o moim wykształceniu, a więc uzasadnienie mojego świadczenia „usług edukacyjnych w zakresie kultury i sztuki w tym malarstwa” można znaleźć najszybciej na podstronie kwalifikacje, natomiast dane dotyczące mojej działalności gospodarczej można przeczytać na przykład na podstronie oferta.

Flaga Szwecji Flaga Francji Flaga Polski

Rozmaitości: Rozumiem to tak, a Ty?Rozmaitości: nasze eko

Nowości

25 października i 13 listopada 2017

Akurat maluję (25 października), ale dosłownie utknęłam na temacie wydostawania nas, ludzi, z błędu myślenia aborcyjnego, więc chciałabym napisać to co okazuje się dziś pozostałością z mojego malowania: Naprawdę da się pojąć na rozum sens prawnego zakazu aborcji. Jak? Nawet korzystając z analogii z przepisów drogowych, w których jest przepis o obowiązku udzielenia pomocy człowiekowi z wypadku. Wystarczy to pamiętać, że człowiekowi, każdemu, należy się pomoc, czyli w zagrożeniu życia - ratunek tego zagrożonego życia. Dopiero przy takim podejściu znika rozdarcie kto jest ważniejszy: czy matka, czy dziecko. Znika, ponieważ w ogóle się do niego nie dochodzi. Ratuje się oboje, matkę i dziecko (przy okazji i ojca), ponieważ oboje są równo cenni. Żadne poczęte maleństwo nie chce zabić swojej matki. Tym bardziej matka, która przecież naturalnie ma instynkt macierzyński, więc w stanie błogosławionym jest cała skierowana ku życiu, ponieważ nie tylko chce urodzić, ale też chce nakarmić, a potem i wychować. Taka jest natura kobiety-matki w ciąży. Jeśli to tak nie zawsze wygląda, to dlatego, że w okolicznościach pojawienia się nowego życia człowiek jest kuszony i czasem nawet intelektualnie maltretowany (mówi się na środki wczesnoaborcyjne, że to środki wczesnoporonne, a nawet, że leki), żeby ta natura nie zdołała się przedostać do świadomości i codzienności. Wystarczy więc pragnąć życia obojga i oboje ratować, a nie zajmować się aborcyjnym piekłem. Zamiast cieszyć się rozważaniem faktu, że na pewno nie chce się zabić, dziękować w duszy Bogu za dar nowego życia. Od razu zająć się maleństwem, a nie ciągle jeszcze sobą. Po prostu nie ma tematu aborcji w zdrowej naturze ludzkiej!, więc najczęściej i zazwyczaj nie podejmuje się na ten temat żadnych decyzji, ponieważ ten temat zazwyczaj w ogóle w tzw. normalnym życiu nie istnieje! Gigantyczne plakaty z ciałkiem rozszarpanym aborcją mogą nawet ludzi dorosłych doprowadzić do rozpaczy! Człowiek prowadzi samochód, nagle patrzy, a przy szybkiej dwupasmówce plakat-horror. Przecież przeżywa szok, choć nie od razu pewnie wie co zobaczył. Na pewno, jako kierowca, ma przez jakiś ułamek sekundy, albo całe kilka sekund, gorszą koncentrację. A w aucie trójka dzieci, a na drodze jakiś TIR nagle zaczyna wyprzedzać, choć lewym pasem akurat jeszcze jedzie ten zszokowany kierowca. Potrzeba promocji poczętego życia! Tak, jak zresztą to się robi: kiedyś dostałam taką maleńką metalową przypinkę dziecięcych stópek (śliczne są maleńkie stópki dziecka). Potrzeba pięknych zdjęć poczętych dzieci. Nawet przy drogach. Krótkich filmów jak poczęte dzieci reagują np. na pogłaskanie lub dobrą muzykę. Przecież poczęte dziecko to jest cud natury! Leczyć metodą "po pierwsze nie szkodzić", ale żyć w postawie "zawsze ratować". Czasem jest tak, że dochodzi do poronień, ale to jest zupełnie inna sytuacja, niż aborcja. Zdarzają się poronienia, ale człowiek naturalnie tego nie chce. Człowiek naturalnie pragnie życia (swojego, swojego dziecka, swoich Najbliższych, bliskich, dalszych i w końcu wszystkich). Może tu potrzeba więcej ekologii, żeby ta prawda, która wynika z instynktu samozachowawczego, na jeszcze większą skalę przedostała się do świadomości. Jak człowiek wie, że na pewno nie chce niczyjej śmierci, czyli jeśli przestaje na ten temat reagować, a podejmuje na ten temat świadomą decyzję życiową życia na tak dla życia, to w ogóle znika temat aborcji. Nie wybiera nikogo, ratuje wszystkich. Jak nowofundlandy, które zawsze ratują człowieka w wodzie. Nawet jak się nie topi (delfiny ratują dopiero jak się topi). Takie są nowofundlandy.

Osobiście mam bardzo poważny objaw uszkodzenia po tym plakacie: mam trudności, żeby w ogóle pamiętać, że on tam wciąż jest i za każdym razem, jak przejeżdżam tamtą drogą, gdzie on jest, przeżywam kolejny szok, ponieważ przypominam sobie o nim dopiero w chwili, gdy na niego spojrzę. Dopiero po kilku takich szokach, wreszcie udaje mi się dziś przez chwilę o tym pamiętać i może się uda, że nie zapomnę i pojadę wreszcie inną drogą. Prywatnie? Jestem za całkowitym zakazem aborcji. Tak, jak jest np. na Malcie. Poczęte życie ludzkie powinno być od chwili poczęcia pod ścisłą ochroną. Na podobnej zasadzie jak się chroni zwierzęta, np. fokę szarą. Ludzie zdrowi, dojrzali są bardzo różni. Teraz się odrobinę powtarzam, ale to nie jest kompletnie pozbawione sensu (to powtórzenie): jedni są jak kamionki, inni jak fajanse, jeszcze inni jak menażki, następni jak ręcznie malowane porcelany, a jeszcze inni jak szklanki. Nie można mieć pretensji do menażki, że nie jest porcelaną, ale można je mieć do zarzutu, że ludzie są różni. Nie można mieć takiego zarzutu, ponieważ to jest absurdem.

Pamiętałam. Pojechałam tym razem już inną drogą, ale... zabłądziłam, a jak wracałam na właściwą drogę, to moja głowa jakby sama się skręciła prosto na ten plakat. Chyba chciałam się mimowolnie upewnić, że stamtąd go już na pewno nie widać. Z zupełnie innego miejsca jednak znów szok. Piszę o tym nie ze względu na moją wrażliwość, ale żeby powiedzieć, że dzięki mojej wrażliwości zdołałam "zarejestrować", że tego typu obrazy na pewno są urazotwórcze, czyli nie są obojętne. Szokują. Pozostawiają jakiś bardzo poważny ślad: kamionka za ciężka porysuje blat, fajans z jakiejś nagłej nieostrożności potłucze się, w menażce obraz się odbije i będą na nią patrzyć, żeby jakoś zrozumieć co tam widać, porcelana się ukruszy "samoistnie", ale jeśli komuś będzie zależało, to ją potem poskleja ( jednak "już nigdy nie będzie taka jak przedtem"), tylko szklanka pęknie i niechcący skaleczy. Proszę: wyjaśnienie skąd się wzięły naczynia nietłukące i matowe.

22 sierpnia 2017

Przebaczenie to jest trudna sprawa: nie potrafię go namalować, ale wiem na pewno, że może zaistnieć tylko wtedy, gdy wiadomo co i komu trzeba lub można przebaczyć.

21 sierpnia 2017

Chrześcijaństwo wschodnie ma ikony, a my? Czyż nie mamy przypadkiem, oprócz obrazów, i rzeźb lub nawet bardziej rzeźb niż obrazów? Nie mówię teraz tylko o Madonnie z Krużlowej, która - biedna - trafiła do muzeum. Czy m. in. nie po to są nam dawane objawienia Maryjne, abyśmy zauważyli, że mamy rzeźby i rewelacyjnych rzeźbiarzy? Wiem na pewno, że tego tematu kiczu nie wolno kupować, ale tego, który już jest zrobiony nie wolno wyrzucić. To jak to zrobić? Nie kupić i nie wyrzucić. Raczej uzbierać sobie trochę pieniędzy na dzieło naprawdę Artysty. Cena nie gra roli, tzn. nie cena tworzy dzieło, ale to co tworzy dzieło to talent, wykształcenie w tym kierunku (profesjonalne, amatorskie) i dobra wola twórcy. Artysta bywa, że źle się poświęca: wie, że dobrze tworzy, więc oddaje, co natworzył tym, którzy pozornie nic nie rozumieją, za bezcen, żeby ratować kulturę, ale głupio robi (zamiast dać coś czasem w prezencie lub - jeśli jest już tragicznie - zrezygnować z twórczości, wymienia obraz na wódkę; wódka jest na pewno gorsza od zrezygnowania z twórczości plastycznej). Potrzeba mecenasów, nie marszandów. Nie zabijajcie, ludzie, prawdziwej sztuki. Ona nie może krzyczeć (gdy zaczyna krzyczeć okazuje się kiczem). Nie ciągnie pędzla cierpieniem. Ma spokojne tematy, kolory, linie lub trudne tematy, kolory i linie. Jak u Giotta, czasem jak u Picassa. Jej granicą jest Niemy krzyk lub Guernica, lub stacje Drogi Krzyżowej. Stacje Drogi Krzyżowej rzeźbi się pracą nad sobą, własnym nawróceniem. Kto nie chciał ode mnie Drogi Krzyżowej, jak przeczyta te słowa, zrozumie w jaki sposób to odebrałam.

Jezu Chryste, nasz Panie i jedyny Zbawicielu, proszę Cię, spraw, aby już ustały te makabryczne ataki terrorystyczne. Uwolnij na stałe nas, ludzi, od tej makabry. Bardzo Cię o to błagam. Po zamachach terrorystycznych jestem tak przerażona, że nie mogę się modlić tyle, ile potrzebuję, żeby być w dobrej formie, a mam tak strasznie dużo do zrobienia. Już nawet ręce mi się czasem trzęsą z tego przerażenia. Już od lat (od 5 lat) nie ma więc mowy, żebym malowała precyzyjnie. To oczywiście nie szkodzi aż tak bardzo, bo lubię moje gwasze i wiem, że one się ludziom podobają. Wiem, że to wiesz, ale mówię Ci o tym na Internecie, ponieważ uwierzyłam, że prawda nas wyzwala. Sprawa tych różnych zamachów wygląda paskudnie nie tylko dla mnie, ponieważ dużo ludzi w stresie nie tylko ma kłopoty z koncentracją, starsi z pamięcią, ale też więcej je, więc sklepy spożywcze więcej sprzedają.

Twoja Renata

Bardzo przepraszam świat, czyli dobrej woli niekatolików, że modlę się dziś na Internecie, ale jak człowieka uderzą, to nie zawsze udaje mu się potem uśmiech do świata. Czasem wydobędzie się z niego jakiś dźwięk światu brzmiący jako kakafoniczny, bólu, ale... za to nie będzie jakiegoś obrazu. Ci co nie cierpią mojej twórczości mogą dziś chodzić zadowoleni. Im więcej makabry na świecie, tym mniej dobrych obrazów, czyli mniej kultury. Jeśli ludzie będą w takim stanie, że trzeba będzie zastąpić malarstwo terapią sztuką, malarstwo profesjonalne zniknie bezpowrotnie, ponieważ, choć zostaną dzieła genialnych malarzy, już nikt nie zdoła pojąć o co w nich chodzi. Podobnie będzie z Internetem, jeśli cały zrobi się responsywny. Ludzie włożyli tyle trudu, tyle czasu, tyle swoich zdolności, aby wykonać czasem naprawdę piękne strony internetowe, z doskonałą grafiką komputerową, a w książce o stronach responsywnych można przeczytać, że grafika na stronie przeciąża pamięć, więc najlepiej z niej w ogóle zrezygnować, że teraz liczy się tylko tekst, ale też najlepiej, żeby go było bardzo mało, bo nikomu się tego już nie chce czytać. A przecież Internet chciałam tak bardzo, żeby się stał podobraziem. Przecież jest rewelacyjny do malowania na nim. Nawet sprayować można. Jak jest dobry, duży monitor, to co z tego, że coś się dłużej musi ładować? Taki monitor przecież nie jest przenośny, więc jak strona z grafiką się ładuje, to w tym czasie można sobie zrobić kawę. I komputer, i Internet może być na stałe super, ale poczta tradycyjna też.

24 lutego 2017

Nie jest sztuką obrażanie uczuć religijnych. To jest skandalem!

12 lutego 2017

Malarstwo nie jest takie jak człowiek, któremu się wydaje, że panować nad przyrodą to znaczy ją zjeść. Malarstwo nie jest też jak sowa, która pewnie dlatego, że jest mądra ma takie przerażone oczy.

20 stycznia 2017

Ostrożność we wnioskowaniu na wernisażach bardzo polecam:
- Ten artysta nigdy się nie zestarzeje. Jego twórczość jest wiecznie młoda. - Tu już nie wypada zapytać czy to komplement dla twórcy. Trzeba wiedzieć:
- Faktycznie niekłamana wirtuozeria, genialna twórczość, nawet można powiedzieć, że na poziomie młodego Buonarottiego, ale nie ma tego co jest widoczne w późnej twórczości np. Tycjana, co u Tycjana okazało się ascezą koloru i formy, czyli tego czegoś nie ma, co autentycznie przychodzi tylko wraz z mozołem pracy twórczej i wiekiem i świadczy o artystycznej dojrzałości.

***

Malarstwo nie jest takie jak teologia. Nie jest takie, że się idzie, idzie i idzie drogami rozumu i wiary, a potem... już tylko wystarczy się nauczyć pływać, bo już wakacje, a piękna pogoda nad morzem zapewniona. Malarstwo jest inne. Tu się maluje, maluje, maluje i rzadko kiedy coś z tego wychodzi.

19 stycznia 2017

Może jeszcze napiszę coś co osobiście uważam za jasne i dość oczywiste, ale może dla innych wcale takie nie jest: nie ukrywam mojej katolickiej tożsamości, ponieważ uważam, że tak jest lepiej. Ale nie jest moim celem nakłanianie kogokolwiek do zmiany religii, choć faktem jest, że uważam, iż odniesienie do Boga w tożsamości, którą przyjęliśmy i niesiemy od czasu chrztu Polski, jest odniesieniem do Tego, który jest obiektywnie Najlepszy. Co się odrobinę pojmuje, jeśli się do tego tematu podejdzie uczciwie i rzetelnie, i intelektualnie prawidłowo, czyli z zastosowaniem zasad wypracowanych przez prawdziwą filozofię. Przecież właśnie już starożytna filozofia grecka dowodzi za pomocą rozumu, że Bóg jest tym Najlepszym, a jest na pewno, ponieważ da się Go pomyśleć. Dużo bardziej Najlepszym jest Bóg, niż człowiek jest w ogóle w stanie pomyśleć. Dlatego nie wolno usuwać krzyża, ponieważ krzyż jest co najmniej znakiem szacunku i pamięci o Tym, który jest Najlepszy. Jak to pojąć najszybciej jak tylko się da? Tak właśnie: Najlepszy jest Tym, który nie dołamie nadłamanej gałązki, czyli nie doprowadzi do rozpaczy tego, kto i tak jest już załamany. Nie chodzi więc o stawianie na swoim, ale o odniesienie właśnie do Tego, który w taki sposób się zachowuje.

18 stycznia 2017

Mówienie komplementów to bardzo trudna umiejętność nie tylko w dziedzinie sztuki:
- Pani jest prawdziwą Polką.
- To zarzut czy komplement? - trzeba dopytać, bo naprawdę nie wiadomo.
- Komplement.
- W takim razie dziękuję. To miłe. Ale co on dokładnie znaczy? Pochwałę urody, intelektu, szlachetności, prawdomówności, łagodności, trzeźwości, umiejętności mówienia nie?

11 stycznia 2017

Od tego co najbardziej bolesne czasem wystarczy umiejętnie ująć przemoc, aby zobaczyć co miało się wydarzyć, a i nieraz co właśnie się wydarzyło i to właśnie z woli Bożej (tylko, że słabo to widać), a co zostało przez przemoc kompletnie zniszczone (np. jakiś gatunek zwierząt lub roślin). Np. z wilków i tym podobnych powstały psy rasowe, ale wilki też wciąż żyją, a z jednej róży przeróżne gatunki róż, a nie tylko i wyłącznie wiele róż, a jeszcze przecież nie piszę o obrazach. Przecież gdzie przezwyciężona nienawiść, tam doskonałe i szczęśliwe współzawodnictwo (czyli takie, które nie uszkadza serdeczności). Patrz i pomyśl: historia wież kościoła mariackiego w Krakowie. Narysuj kościół mariacki w Krakowie (może tym razem z wyobraźni). Patrz i pomyśl: historia Polski. Dlaczego coś jest takie a nie inne? Przez przemoc, a więc z powodu lęku czy przez decyzję, czyli z takiej sytuacji, w której nie brakowało prawdy, nie brakowało dobrej woli i nie brakowało rozumu? Nie może być kopia równa oryginałowi. Dobrze jest wiedzieć co jest kopią. Nie jest łatwo namalować dobrą kopię. Twój obraz o wieżach kościoła mariackiego w Krakowie nie będzie kopią. Wiem, że to jest trudne: wiedzieć czy chodzi o kościół w Krakowie czy o obecność twórcy w Krakowie w czasie jego malowania z wyobraźni.

10 stycznia 2017

Na pewno granicą myślenia o ekologii są te sytuacje, w których człowiek dokonuje wyboru komu ratować życie najpierw. Np. w czasie powodzi: ulubionemu psu, czy bez znaczenia, albo nawet nie lubianemu sąsiadowi. Aby myślenie ekologiczne nie okazało się równią pochyłą a rzeczywiście prawdziwym sukcesem ludzi czasów najnowszych, powinno być jakoś sprawdzalne czy ten odruch, czyli odruch niesienia pomocy najpierw człowiekowi, cały czas działa bez zarzutu. Zajmowanie się ratowaniem jeży, jeśli gdzieś umierają z głodu i nędzy ludzie, jest jakimś horrorem. W takiej sytuacji lepiej ratować ślimaki, ponieważ da się je zjeść (przepraszam obrońców jeży, może i jeże są jadalne; tak naprawdę chodzi mi o przykład). Czy na pewno jest pewne, że te strasznie gorszące dzieła sztuki przedstawiające jako dzieło sztuki puszkę po konserwie nie miały właśnie takiego, bardzo ludzkiego, podtekstu? Dlaczego sporo z ludzi zajmujących się obroną zwierząt wygląda jakby cierpieli na anoreksję? Kto im wmówił, że nieszczęściem jest czasem trochę przytyć? Zauważyłam, że jak się schudnie ponad miarę, to twarz traci tę jedyność, niepowtarzalność rysów twarzy. Każdy się robi podobny, a przecież chodzi o... różnorodność, o oryginalność.

7 i 9 stycznia 2017

Polecam film: Królestwo, Francja/Niemcy 2015.

Bardzo dobry film dla dorosłych uwrażliwiający na sprawy ekologii. Nie jest idealny, ponieważ niesie duże nieporozumienie w temacie czym jest prawdziwe panowanie człowieka nad przyrodą oraz poważną pokusę bałwochwalczą dla katolików, a może też w ogóle dla chrześcijan (mam na myśli stwierdzenie o tym, że las zamieszkują bóstwa [dla kogoś kto do wiary nie podchodzi serio będzie to coś ze świata baśni, ale dla mnie, katoliczki, pojawienie się takiego zdania nasuwa przypuszczenie o neopogańskim światopoglądzie niektórych twórców filmu, choć na szczęście widz-katolik, który chce wyjść z kina w takim samym stanie w jakim do niego wszedł, czyli w stanie łaski uświęcającej, po jakimś czasie ma szansę na ten temat choć odrobinę odetchnąć, ponieważ jest też w filmie raz mowa o poważnym błędzie magicznego myślenia, co jest całkiem udanym upomnieniem). Panowanie człowieka nad przyrodą przecież nie jest z całą pewnością jej niszczeniem! Nie jest wyrywaniem kłów słoniom. Nawet, naprawdę tak uważam, nie jest rzucaniem żywych raków na wrzątek. Czym więc? Tym właśnie, żeby tak żyć i tak korzystać z jej dóbr, aby przyroda nie tylko dzieliła się z człowiekiem jak najlepszym pożywieniem z zachowaniem własnej godności życia (co już się realizuje np. w hodowli kur niosących jajka ekologiczne), ale też aby się człowieka nie bała (co jest prezentowane miejscami na tym filmie znakomicie), także też żeby go nie pożarła (dzieciom jednak tego filmu nie polecam, ponieważ są na nim sceny drastyczne, czyli urazotwórcze [człowiek ma prawo bronić się przed wilkami]) oraz też tym, że człowiek na człowieka też nie rzuca się i go nie niszczy, czyli po pierwsze właśnie pozwala mu w ogóle żyć, a po drugie żyć, a nie wegetować, czyli pozwala mu nie umierać z głodu lub z zimna, a następnie żyć godnie, czyli nie w cierpieniach, a więc nie w ciężkich nałogach, nie w mękach fizycznego bólu i nie w społecznym wykluczeniu, które jest tak naprawdę odmową miłości (zwykłej ludzkiej serdeczności, którą też już oczerniono wmawiając ludziom, że jak ma się ją dla jednych, to już nie można jej mieć dla innych, że się wyczerpuje [w tego typu myśleniu pojawia się błąd myślenia... kategoriami energetycznymi. Serdeczność nie jest relacją energetyczną, a duchową, wynika z decyzji, a nie z popędu], a ona się nie wyczerpuje, choć faktem jest, że czasem na chwilę okazuje się niewidoczna, np. w chorobie [nawet w zwykłym przeziębieniu z gorączką]). Na dodatek takim jakim został... stworzony (nie gołym, ale właśnie takim, a nie innym, czyli np. nie z poprzestawianą tożsamością płciową, ale taką z jaką się urodził, z naturalnym pragnieniem, aby stawać się lepszym, mądrzejszym). O tym film nie mówi. Film dobrze pokazuje okrucieństwo do jakiego jest zdolny człowiek (mam teraz na myśli wycinkę lasów dla ułatwiania polowań. Dopóki człowiek nie wie po co to zostało zrobione, nie ma to znaczenia innego jak np. przez chwilę estetyczne. W tego typu sytuacjach, kiedy nie wiadomo co jest czym, myśli się w taki sposób, jak np. widząc taki las, że to jest robione po to, aby szkodniki nie atakowały całego lasu, a tylko jego część i żeby - jeśli jednak zdarzy się, że jakiś szkodnik zaatakuje drzewostan - dało się szybko opanować tego typu sytuację, czyli żeby nawet w najgorszym wypadku stracić tylko jakąś małą część leśnego skarbu, a nie wszystko. Poza tym to jest też dobra ochrona przed pożarami). Film niesie optymistyczne przesłanie. Pozwala myśleć. Też uważam, że jeszcze nie jest za późno, że da się uratować i przyrodę i człowieka, i to trwale, ale inne widzę kierunki tego ratowania niż zaakcentował to film. Wydaje mi się, że nie jest właściwym kierunek przekonywania, że wilki to nic strasznego. Owszem, to co one robią ze swoją ofiarą jest obiektywnie makabryczne i tak naprawdę człowiekowi nie wolno się na to znieczulić, bo tylko wtedy zdoła się obronić w chwili zagrożeń. Przecież poprzez przyrodę, na dzień dzisiejszy, otrzymujemy lekcję różnego typu dużo poważniejszych niebezpieczeństw (czy to jest na pewno natura aż tego typu makabra polowania wilków? Osobiście nie mam co do tego pewności, raczej myślę, że to jest zdegenerowana natura). I w tym sensie na pewno przyrody potrzebujemy. Potrzebujemy sobie jeszcze wciąż co jakiś czas przypominać, że nie wszystko jest na świecie dobre. Kto myśli, że wszystko na świecie jest dobre, że wszyscy mówią tylko prawdę, że nikt nikogo nie oszukuje, chyba śpi i śni. Film, zupełnie nie wiem dlaczego, ma inny tytuł w oryginale, a inny w j. polskim. Tłumacząc z oryginału należałoby powiedzieć: Pory roku. Dlaczego nie można było nam przetłumaczyć tak jak jest? Dla mnie zagadka. Co jeszcze mogłabym dodać? Faktycznie szkoda tego jeża, ale przecież tymi drogami, na których czasem giną słodkie jeże, czasem przejeżdża karetka pogotowia, aby uratować życie Ukochanemu. Przez dziki las się nie przedrze.

5 stycznia 2017

Komentarz odautorski to też nie jest łatwa rzecz. Niesie co najmniej dwuznaczności:
- Nie rozumiem pani sztuki.
- Rozumiem, że można jej nie rozumieć, ale o co dokładnie chodzi w tym stwierdzeniu? O to, że to co robię jakoś oburza czy jest to zamówienie na mój do niej komentarz? A może to po prostu uczciwy komplement?

4 stycznia 2017

Czasem jakieś coś jest aż tak nie skomplikowane, że można tego niechcący wcale nie zauważyć w ferworze codziennych spraw: cudza wina dana tylko po to, aby było jak nauczyć się przebaczać nie na niby. Przebaczenie w sercu niesie taki rodzaj pokoju, że potem lepiej się maluje gwasze. Trudne jest nie tylko samo przebaczenie, ale też trudne jest wiedzieć komu i co się przebacza. Czasem nie ma jak przebaczyć dlatego tylko, że wciąż nie wiadomo komu i co. Ale czasem wiadomo:
- Wiesz? Jestem w ciąży z twoim narzeczonym.
- Co ty mówisz?! Przecież ja mam z nim jutro ślub!
- Przebacz mi to, proszę, ale będzie musiał płacić alimenty.
- Nie wyjdę za niego w tej sytuacji.
- Ale przecież wy jutro macie ślub! Chcesz wszystko odwołać?! Głupio będzie wyglądało.
- Właśnie. Weź go sobie. Nie będzie wtedy musiał płacić tych alimentów.
- Ale nie wolno tak pochopnie zmieniać decyzji. To jest niepoważne. Źle o tobie świadczy.
- Spróbuj więc Ty mi wybaczyć tę moją nagłą inną decyzję na aż tak poważny temat.

Krótki utwór tekstowy:

O! „Kocham” Kraków, bo to nie grzech.

Krótka obrona magistrów sztuki:

Nie jest prawdą, że dobrzy malarze są dlatego dobrzy, że są pouszkadzani. To paskudne pomówienie. Niestety spotkałam się z tego typu zdaniem na temat twórców. Dlatego oburzona, oświadczam: żeby malować profesjonalnie trzeba mieć silne nerwy i bardzo dobry kontakt z własnymi emocjami. Kto nie ma, nie powinien się brać za ten zawód. Tzw. terapia sztuką to coś zupełnie innego. Zaświadczenie niech będzie potwierdzeniem, że byłam sprawdzić.

Krótka podpowiedź jak się regenerować, kiedy się maluje profesjonalnie:

Od czasu do czasu zaaplikować sobie szybkie chodzenie; od czasu do czasu wypić lampkę dobrego wina (dot. osób nieuzależnionych); od czasu do czasu dobrze się wyspać; od czasu do czasu zająć się rozumieniem tekstu, a nie obrazu; od czasu do czasu zrobić sobie opuszkami palców automasaż głowy.

Krótka aprobata dla malarzy malujących amatorsko:

Malarstwo malarzy amatorów jest mało świadome, ponieważ świadomość tego co się robi na podobraziu uzyskuje się w drodze przynajmniej kilkuletniego kształcenia akademickiego, ale niekoniecznie musi malarzowi zależeć na tej świadomości, więc można z całą pewnością wybrać dla siebie malarstwo amatorskie i może to być jak najbardziej świadomy wybór, a nie jakaś życiowa porażka. Malarze amatorzy mogą z powodzeniem sprzedawać swoje prace, ponieważ ich malarstwo jest łatwiejsze w odbiorze. Pozostają jednak w pewnego rodzaju ciemności twórczej, której nie mają malarze profesjonalni.

Niektóre intelektualne protesty wyglądają tak, jakby ktoś się oburzał na to, że koło, które przede wszystkim służy do konstruowania pojazdów ktoś użył do zbudowania żaren i robi taką formą, którą nie on wynalazł, świetną mąkę. Ale jak się wymyśla koło? Bardzo prosto: trzeba spojrzeć na słońce lub księżyc, pomyśleć i... gotowe. Każdy to może zrobić. Nawet dziś.

14 lutego 2016 r.

© malarstwo i Ty Renata Kucharska, 2010-2017.