malarstwo i Ty - sztuka z bliska

®

Witam serdecznie! Informację o moim wykształceniu, a więc uzasadnienie mojego świadczenia „usług edukacyjnych w zakresie kultury i sztuki w tym malarstwa” można znaleźć najszybciej na podstronie kwalifikacje, natomiast dane dotyczące mojej działalności gospodarczej można przeczytać na przykład na podstronie oferta.

Flaga Szwecji Flaga Francji Flaga Polski

Rozmaitości: Rozumiem to tak, a Ty?Rozmaitości: nasze eko

Zachwyt życiem i... malujesz

„My sami nie jesteśmy ostatecznym celem wszystkich innych stworzeń. Wszystkie zmierzają wraz z nami i przez nas ku ostatecznemu kresowi, jakim jest Bóg w transcendentalnej pełni, gdzie zmartwychwstały Chrystus wszystko ogarnia i oświetla. Ponieważ człowiek, obdarzony inteligencją i miłością, pociągany jest pełnią Chrystusa, powołany jest, by przyprowadzić wszystkie stworzenia do ich Stwórcy” (Ojciec Święty Franciszek, Encyklika LAUDATO SI'. W trosce o wspólny dom, 83).

***

Poniżej postaram się umieszczać wszelkie ekologiczne pomysły, które wydają mi się jakoś potrzebne, żeby je tu przedstawić i z których sama albo już korzystam, albo chcę skorzystać:

Aby zastartować w temacie ekologii można zacząć od tego, że przez chwilkę porozglądamy się wokół siebie. Po to, aby zobaczyć co i w jakich ilościach nas otacza. Jeśli mamy w zwyczaju dużo wyrzucać, może jesteśmy w stanie znaleźć choć jedną rzecz, która do tej pory lądowała natychmiast w koszu i zastanowić się jak ją polubić, i znaleźć dla niej miejsce w tej właśnie przestrzeni. U mnie to są (już od kilku lat) plastikowe kubki po lodach z McDonalda, które uważam za dość estetyczne, więc zanim je wyrzucę do pojemnika na plastik używam ich jako pojemniki na wodę lub do rozrabiania większej ilości farby. Ostatnio jednak okazało się, że nawet tego mam już za dużo, więc... przeszłam na lody w wafelku. Uogólnienie pomysłu: plastików nie tylko trzeba się uczyć nie kupować, ale też trzeba się uczyć ich nie wyrzucać, ponieważ bardzo szkodliwe są substancje, które się biorą w wyniku ich spalania.

***

Wymyśliłam mniej więcej ekologiczną produkcję książek. Nie angażuję wielkich maszyn, ponieważ wykonuję je ręcznie. Aby się o tym przekonać, trzeba zaryzykować ich zakup.

***

Z powodzeniem, w miejscach o małym skażeniu powietrza, czyli nawet w niektórych rejonach dużych miast, kiedy nie mamy dostępu do ogrodu, możemy zastąpić surfinie w balkonowych skrzynkach, poziomkami w kwadratowych donicach. Największą trudnością jest utrzymanie w miarę wilgotnej ziemi przez zimę, ponieważ poziomki najobficiej owocują w drugim i trzecim roku po posadzeniu, ale i to da się zrobić (u mnie szczęśliwie przezimowały, a nie podlewałam ich częściej jak raz na kilka tygodni, jeśli nie było na nich śniegu). Owoce będą przez całe lato aż do przymrozków. Ile? Z 16 roślin mam co kilka dni ok. 1/2 szklanki poziomek w drugim roku po zrobieniu sadzonek (bez sztucznych nawozów). To bardzo mało, ale z surfinii nie mam nic. Drobne, białe kwiatuszki poziomek też ucieszą oczy, a w kwadratowych donicach, jeśli posadzimy po dwie rośliny od zewnętrznej krawędzi, będzie jeszcze można coś dosadzić, np. tyczną fasolkę szparagową od strony wewnętrznej, która powiększy ilość zieleni dotleniającej nasze powietrze i da też na jakiś czas lata naturalny parawan. Pozostaje temat: co zrobić ze skrzynkami po surfiniach, bo nie byłoby dobrze je wyrzucić. Przecież wtedy pójdą do spalenia, a to przyczyni się do wzrostu efektu cieplarnianego. Możemy je umieścić od wewnętrznej strony na kwadratowych donicach i do nich wysiać fasolkę.

***

A jak sobie poradzić z wyrobami mlecznymi z tzw. żywymi kulturami bakterii, które są dostępne prawie zawsze w plastikowych pojemnikach? Trzeba zaryzykować choć jeden raz (żeby się przekonać, że to co zaraz będzie jasne nie jest trudne, a może nawet ma sens i to nie na chwilę, ale na stałe) i kupić maślankę lub kefir w opakowaniu kartonowym, kupić trochę jakiś bardzo lubianych owoców (np. jabłek, gruszek, śliwek itd. [owoców jagodowych szkoda gotować; z nich się robi koktail]) i jeszcze kupić lub mieć trochę cukru. Owoce trzeba ugotować w odrobinie wody z cukrem (im mniejsza porcja tym krótszy czas gotowania). Po przestudzeniu wszystko zmiksować (konsystencja po zmiksowaniu powinna być podobna do dość gęstego sosu) i zmieszać z maślanką lub kefirem w proporcjach według uznania. Tyle. Takie zmiksowane owoce można też wlewać do niewielkich buteleczek z zamknięciem typu twist i po jakimś rodzaju pasteryzacji przechować na trudniejszą niż lato porę roku. Zimą będzie można z nich zrobić nie tylko domowy "jogurt", ale też całkiem niezły kisiel.

***

Recykling śmieciowy to jedna z bardzo ważnych ekologicznych spraw, ale niewyrzucanie, o którym już wcześniej wspomniałam, to byłby krok dalej: już nie tylko powtórne użycie odzyskanej pierwotnej substancji, ale pomysł na rzecz, żeby ona się jakoś dłużej przydawała, albo, żeby się przydawała nie po recyklingu, ale po jakimś przemyśleniu i małej przeróbce. Dopiero wtedy będzie duża nadzieja, że kiedyś zacznie być dużo mniej do spalenia, bo spalanie to nie tylko toksyczne związki, ale też dużo za dużo ciepła, czyli ten cały koszmarny efekt cieplarniany. Trzeba pamiętać, że udar bywa nie tylko słoneczny, ale także cieplny. Udaru cieplnego można się nabawić nawet w cieniu. Nie tylko w wieku dojrzałym, czyli mniej więcej po czterdziestce trzeba bardzo na siebie w upały uważać.

***

Jeśli zależy Ci na miłości, nie pamiętaj złego. Temu, kogo kochasz, nie zabraniaj odejść. Tylko w wolności miłość żyje. Kiedy nie zabraniasz odejść, prawdziwa miłość tego na kim Ci zależy prawdopodobnie sprawi kiedyś jakieś opamiętanie, a Twoja miłość do tego konkretnego człowieka nie umrze, choć w tego typu sytuacji przeżyje bardzo poważny kryzys. Miłość nie ustaje. Jeśli coś się skończyło tak bardzo, że tego w ogóle nie ma, to znak, że nie była to miłość. W krytycznych sytuacjach warto się zdecydować nawet na kryzys rozstania, aby się przekonać, że miłość. Miłość jest darmowa. Jeśli jednak coś okazało się z całą pewnością nie miłością, to też nie jest jeszcze tragedia. Wtedy warto 1. wziąć pod uwagę nieważność zawartego sakramentu, 2. dać sobie czas, aby zadane rany się zagoiły i 3. spróbować ułożyć sobie życie jeszcze raz. Tym razem już szczęśliwie.

***

Jeśli boisz się starości, zwróć uwagę na to jak starsi ludzie się zachowują i poszukaj właśnie w ich zachowaniu podpowiedzi jak sobie radzić z tym czego Ty się boisz. Jeśli uczciwie się im przyjrzysz, nie tylko dostaniesz darmową lekcję życia, ale też pewnie nie jeden raz starsi ludzie bardzo Ci zaimponują. Piszę tu o osobach, które ukończyły 75 lat. W dobrze wykorzystanych naszych warunkach cywilizacyjnych powinniśmy umierać w zdrowiu i ze starości, na dodatek z poczuciem, że życie nasze przeżyliśmy najlepiej i najpiękniej jak to tylko było możliwe, a nie z powodu jakiejś głupiej i bolącej choroby. Nie wcześniej jak po 95 roku życia, a dożywanie 100 i więcej lat nie powinno już być rzadkością.

***

Ubrania i różnego rodzaju tkaniny, które się co jakiś czas pierze dobrze jest przemyśleć w ten sposób, aby w lecie dało się ich nie prasować. Wtedy prasowanie będzie dobrym sposobem na więcej ciepła w mieszkaniu czy w domu jesienią i zimą.

***

Balkony i parapety okienne w miejscach, gdzie jest duże zanieczyszczenie powietrza dobrze wyglądają ukwiecone i ulistowione roślinami niejadalnymi. Nawet w tych niedobrych warunkach klimatycznych można wysiać coś co będzie 1. dotleniało powietrze, a 2. jeszcze się do czegoś przyda. Przykład: rośliny, które dają piękny susz na suche bukiety mogą się przydać na wykonanie własnej palmy wielkanocnej.

***

Człowieku! Jeśli chcesz coś szanować, kup tego mniej, ale za to w lepszej jakości i wydaj na to więcej, niż wiesz, że byś wydał, gdybyś to chciał szybko wyrzucić.

***

Cel oddziaływań ekologicznych jest bardzo czytelny: życie stworzeń i jego jakość. Nie jest celem tych oddziaływań zysk, choć tego typu oddziaływania mogą go przynieść.

***

Całkiem prawdopodobne, że plastikowe pojemniki na kwiaty, przy tej ich ilości, stanowią nie bez znaczenia emitery ciepła i to w większym stopniu niż różnego typu betony. W dbaniu o środowisko, w sposób, który jest równoznaczny z dbaniem o życie i dobrą jakość życia człowieka - z tego co się zdołałam połapać - nie chodzi tylko o nadprodukcję gazów cieplarnianych, chodzi też o nadprodukcję ciepła, hałasu i drgań. Na dzień dzisiejszy pomysł mam taki, aby zacząć od prostych czynów, czyli np. od pomysłu jak zastąpić donice, skrzynki na kwiaty plastikowe (to dotyczy także pojemników wyglądających na naturalne) donicami z materiałów, które się nie nagrzewają pod wpływem słońca tak, że się można oparzyć. Osobiście nie mogę dziś zdjąć moich plastików z ekspozycji na oddziaływanie słońca, ponieważ podobno wolno mi dźwigać tylko 1 kg (zalecenie ortopedy sprzed kilku lat), a wczoraj (wczoraj był jeden z sierpniowych dni 2015 roku) nalałam ogromne ilości wody do moich bardzo dużych plastikowych donic, ponieważ zafascynowałam się agroperlitem. Jeśli chodzi natomiast o hałas, to warto przyzwyczajać uszy do ciszy już od dziś, ponieważ jak komuś kto się przyzwyczaił do dużej dawki hałasu, za jakiś czas go zabraknie (np. z powodu wprowadzenia nowych norm), będzie musiał płacić za psychoterapię, aby pozbyć się nowego rodzaju lęku: lęku przed ciszą. Chyba, że usuwanie tego rodzaju lęku będzie refundowane.

***

Do tematu emisji ciepła chciałabym ostrożnie dodać coś co prawdopodobnie niektórych zszokuje, ale może będzie mi to wybaczone: stworzenie żywe przerażone też emituje ogromne ilości ciepła. Wiem to, ponieważ mój mały pies bardzo źle znosi niektóre dźwięki (np. odgłos grzmotów). Skutek jest taki, że z paniki - jeśli w porę go choć odrobinę nie uspokoję - dostaje jakby gorączki (nie tylko ciepły nos, ale też cała jego skóra robi się bardzo gorąca [zauważyłam to, ponieważ u tej rasy, którą reprezentuje mój pies nie ma tzw. podszerstka]), a to tylko burza. Jak pomyślę o analogii, to dziś myślę o przerażeniu zwierząt nie tylko zabijanych dla mięsa, ale też hodowanych w warunkach bez miłosierdzia. Wolno katolikowi nie jeść mięsa. Wolno go też jeść, ale jak już go jemy, to wyobrażajmy sobie historię życia jedzonego stworzenia. Dopiero z tego robi się w miarę dobre myślenie ekologiczne. Tak, ma dla mnie znaczenie, że kurczak, którego czasem zjadam nie był za życia skatowany. Na Boże Narodzenie już od kilku lat nie kupuję na wpół zdechłego z uduszenia i z przerażenia karpia z wody, ale tusze. Staram się jeść mięso rzadko (drób, króliki, może raz na dwa lata karkówkę). W najgorszym przypadku dwa-trzy razy w tygodniu, ale chciałabym na stałe dużo rzadziej, np. dwa-trzy razy w miesiącu i z okazji świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Wędliny jem chyba nie częściej jak około 20 razy w roku (nie liczę tych razy, więc dokładnie nie wiem). Jeśli zdarza się, że częściej, to dlatego, że nie ma jak odmówić. Natomiast mięso ryb, ponieważ ma ważne wartości dla zdrowia i je lubię, chciałabym jeść nie rzadziej jak dwa razy w tygodniu.

***

Pamiętaj: akryl to plastik! Staraj się go nie używać kiedy się tylko da. Dodatkowo pomyśl choć przez chwilkę czym by go można zastąpić, bo zakleja co się tylko da. Co z tego, że jakieś tworzywa nie uczulają, jeśli w nieobliczalnych ilościach mogą prowadzić do globalnej katastrofy pt. "śmierć przez uduszenie"? Przy efekcie cieplarnianym byłby to drugi rodzaj zagrożenia globalną katastrofą po "śmierci przez ścięcie w człowieku białka". Nie tylko natura jest potrzebna człowiekowi, ale też człowiek jest potrzebny naturze. Skąd wiadomo, że na tym etapie rozwoju przyroda sobie bez nas poradzi? Cieszyć się życiem oznacza szanować także siebie.

***

Wdzięczność może być jak najbardziej eko. W jaki sposób? Wystarczy np. schody ruchome używać do chodzenia, a nie do stania. Wtedy miejsca stojące pozostawiamy osobom, które naprawdę muszą z tego rodzaju możliwości odetchnięcia skorzystać, natomiast "biegaczom" robimy obok siebie przejście (jako "chodziarze") i właśnie korzystamy z tej możliwości przyspieszenia i idziemy jak dotąd kiedy wchodzimy na ruchome schody, a nie zatrzymujemy się, bo tak robią inni. Zdrowe eko nie jest wbrew osiągnięciom techniki. Nie trzeba, a nawet nie powinno się w nim wywracać tego co jest do góry nogami.

***

Lepiej pisać jednym piórem z pompką, niż mnóstwem plastikowych długopisów. Po kilku latach przerwy staram się pisać znów piórem, ale wcale nie jest to takie łatwe przy tej ilości długopisów, które już zdążyłam kupić.

***

Śmieciami nie pogardzaj. Wyrzucaj po jednym. A jeszcze zanim wyrzucisz zastanów się co z tą rzeczą potem się stanie. To nie będzie zmarnowany czas. Może ta chwilka wystarczy, żeby pewnego razy pojawił się jakiś zaskakująco prosty, a świetny pomysł. Może jednak ta rzecz jakoś przyda się Tobie i jej nie wyrzucisz. Papier też można sortować np. na recyklingowy bez zadruku i każdy inny. Z papieru recyklingowego można znów zrobić pulpę, a z pulpy masę do wykonywania np. jakiś fajnych zabawek dla dzieci.

***

Uczmy się nie tylko zachowywania czujności, ale także delikatności i ostrożności. Wtedy będzie na pewno mniej hałasu. Ostrożnie wyróżniłabym jeszcze jedną, bardzo szeroką i całkiem fajną przestrzeń ludzkiej aktywności obok kultury. Nazwałam ją dziś... przetwóra (1 września 2015). Wtedy dopiero kulturę będzie jak zobaczyć, natury będzie jak nie poniżyć, a przetwórą może się uda cieszyć. Robią ją ludzie bardzo dobrej woli. Człowiek przetwóralny...

***

Zajrzyj czasem do Tyńca i przyjrzyj się wodzie w Wiśle. To co zobaczysz wpływa do Krakowa. W Wiedniu w Dunaju można się bez obaw kąpać. W Tyńcu wygląd wody wpędza w psychozę. I to po tylu latach mówienia o konieczności oczyszczania rzek. Ale przecież nie chodzi o to, żeby się przestraszyć. Ani też o to, żeby ponarzekać. Coś innego z tego co tu napisałam może wyniknąć. Ludzie chcą żyć.

***

Wybaczaj sobie błędy i różnego typu niedoskonałości. Każdy człowiek, nawet ten najbardziej dobrej woli, co jakiś czas się myli. Nie pozwól, aby Cię zaatakowała pokusa, że jak się od czasu do czasu mylisz, to znaczy że robisz się pomylony. Jeśli złapiesz taką myśl, uważaj! Trzeba się jej szybko pozbyć, bo jeśli tylko pozwolisz się jej zadomowić grozi Ci depresja.

***

Naucz się żyć tak, aby ani depresja ani alergia nie miały powodów Cię dopaść. Nie myśl, że trzeba pomóc wszystkim, ponieważ takie podejście do sprawy pomagania załamie Cię. Ale pomagaj komukolwiek. Jeśli za jakiś czas stwierdzisz, że pomagając jednemu człowiekowi masz cały czas dość lub nawet nadmiar sił, pomagaj jeszcze komuś, a jak to okaże się dla Ciebie łatwe, spróbuje pomagać na stałe więcej niż dwóm osobom. Jeśli stwierdzisz, że ten ciężar nie zwala Cię z nóg, zorganizuj pomoc na większą skalę. Jeśli nie jesteś alergikiem, unikaj alergenów dla innych. Zauważyłam, że to całkiem dobry sposób na nowych przyjaciół.

***

Jak sobie ułatwić pamiętanie, że pies nie jest osobą? Np. przez nazywanie go nie imionami Świętych. Zasada tu jest prosta: imię dla psa ma być krótkie i dobrze słyszalne. Dobrą słyszalność imienia zapewnia w wyrazie nie tylko sz, cz, ż, ale też r. Wymyśliłam "ostatnio", że w takim wypadku piesek może się nazywać nie tylko Azor i Burek, ale też Zaraz lub nawet Decybel. Choć to drugie imię ma aż trzy sylaby, więc jest słabsze, niż Zaraz. W każdym razie nie imiona Świętych, które nadajemy przy chrzcie na zawołanie dla psa. I będzie lepiej. A jeśli ktoś chce spróbować autentycznie wydostać się z uzależnienia od jakiś tabletek np. na ból głowy, to może sobie sprawić psa z ras łatwych do tresowania (w schroniskach zdarzają się bardzo rasowe przypadki) i nazwać go... Proszek.

***

Uważajmy, żeby plastiki nas nie uwiodły. Tak chętnie się o nich myśli, że aż trzeba sobie zadać trud wolitywny, aby przestać i wrócić wreszcie do swoich normalnych zajęć, kiedy się już wie co kupować i co używać, a czego na pewno nie. W każdym razie temat ten jakoś bardzo zachodzi na temat inny: alergie. Doświadczenie na ten temat mam następujące: alergeny trzeba sobie rozpoznawać i potem uczyć się ich unikać. Po to, aby walczyć z przyczyną tej życiowej uciążliwości, a nie ze skutkiem.

Krótki utwór tekstowy:

O! „Kocham” Kraków, bo to nie grzech.

Krótka obrona magistrów sztuki:

Nie jest prawdą, że dobrzy malarze są dlatego dobrzy, że są pouszkadzani. To paskudne pomówienie. Niestety spotkałam się z tego typu zdaniem na temat twórców. Dlatego oburzona, oświadczam: żeby malować profesjonalnie trzeba mieć silne nerwy i bardzo dobry kontakt z własnymi emocjami. Kto nie ma, nie powinien się brać za ten zawód. Tzw. terapia sztuką to coś zupełnie innego. Zaświadczenie niech będzie potwierdzeniem, że byłam sprawdzić.

Krótka podpowiedź jak się regenerować, kiedy się maluje profesjonalnie:

Od czasu do czasu zaaplikować sobie szybkie chodzenie; od czasu do czasu wypić lampkę dobrego wina (dot. osób nieuzależnionych); od czasu do czasu dobrze się wyspać; od czasu do czasu zająć się rozumieniem tekstu, a nie obrazu; od czasu do czasu zrobić sobie opuszkami palców automasaż głowy.

Krótka aprobata dla malarzy malujących amatorsko:

Malarstwo malarzy amatorów jest mało świadome, ponieważ świadomość tego co się robi na podobraziu uzyskuje się w drodze przynajmniej kilkuletniego kształcenia akademickiego, ale niekoniecznie musi malarzowi zależeć na tej świadomości, więc można z całą pewnością wybrać dla siebie malarstwo amatorskie i może to być jak najbardziej świadomy wybór, a nie jakaś życiowa porażka. Malarze amatorzy mogą z powodzeniem sprzedawać swoje prace, ponieważ ich malarstwo jest łatwiejsze w odbiorze. Pozostają jednak w pewnego rodzaju ciemności twórczej, której nie mają malarze profesjonalni.

Krótki utwór tekstowy:

Nawrócenie to życie i zwycięstwo miłości, a drogą do tego zwycięstwa - miłosierdzie. Prawda, że prawda?

21 grudnia 2014 r.

© malarstwo i Ty Renata Kucharska, 2010-2017.